Małgorzata, czekająca na wytchnienie

Dlaczego Małgorzata nie chce utopić swojej córki?

Pamiętam tą gorzką myśl do dziś. Pojawiała się w mojej głowie za każdym razem, gdy rodzice zdrowych dzieci przyglądali się z mniej lub bardziej skrywaną ciekawością wykręconym rękom mojej córki i jej ślinie, której ona nie zawsze zdążyła połknąć, albo ja zetrzeć z jej buzi. Myślałam wtedy: co wy wiecie o opiece nad niepełnosprawnym dzieckiem?

Byliśmy młodym małżeństwem zupełnie nieprzygotowanym na to, że nasze pierwsze dziecko – Joasia – urodzi się z mózgowym porażeniem dziecięcym. Porażeniem tak rozległym, że dotknie także nerwów twarzy i ośrodka mowy. Mąż szybko uznał, że jego najważniejszym obowiązkiem jest   praca i zarabianie pieniędzy na utrzymanie rodziny. Joasię pozostawił mnie. A więc to przede wszystkim ja jeździłam z córką od lekarza do lekarza, to ja pilnowałam jej co dnia przy ćwiczeniach – żeby mogła sama coś zjeść, coś powiedzieć, coś napisać, w coś się ubrać. I najważniejsze – aby codziennej rehabilitacji nie traktowała jak przykry obowiązek, ale narzędzie, które pozwoli jej żyć godnie i niezależnie pomimo niepełnosprawności. Słowa jednego z lekarzy: To od Pani zależy jak będzie wyglądało życie Pani córki – wciąż mam zakodowane w głowie jak mantrę.

Dziś Joasia ma 39 lat i jest dojrzałą kobietą. Kiedy ładnie ubrana, uczesana i umalowana, syta i tryskającą energią przyjeżdża do pracy na swoim elektrycznym wózku inwalidzkim, albo gdy załatwia sprawy na mieście ludzie patrzą na nią i mówią, albo myślą z podziwem: jak ona sobie świetnie radzi! Ale czy widząc moją Joasię na jej scenie życia zastanawiacie się nad kulisami? Jak sądzicie ile razy muszę każdego dnia Joasię podnieść z łóżka, umyć, pomóc ubrać lub rozebrać, przenieść na wózek i zdjąć z wózka? Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt…? Ile by to Waszym zdaniem razy nie było, najpierw pomnóżcie je przez 365 dób w roku, a potem przez 39 lat… Ile Wam wyszło? Tysiące, prawda?

Ile było nocy, kiedy ja skrajnie wyczerpana fizycznie i psychicznie zasypiałam z nadzieją, że… następnego ranka już się nie obudzę? Przyznaję – wiele. Rodzina i przyjaciele nakłaniali: pomyśl o sobie, wyjdź do ludzi, zadbaj o swoje zdrowie. Przepraszam, ale jakże łatwo dawać takie rady… Pomyśleć o sobie? Kiedy? Przecież każdy dzień zaplanowany jest od godziny do godziny pod Joasię. Wyjść do ludzi? Świetnie, ale z Joasią, a jej wyszykowanie do wyjścia trwa kilka razy dłużej, niż sprawnej dorosłej osoby.

Zatroszczyć się o zdrowie? Bardzo bym chciała! Od codziennego dźwigania mam już pozrywane  ścięgna w barku. Ortopeda nie ukrywa, że powinnam szybko poddać się operacji, a potem długotrwałej rehabilitacji, abym sama nie stała się osobą niepełnosprawną. A zatem: tak, chętnie pójdę do szpitala, a potem pojadę na rehabilitację i do sanatorium i zrobię jeszcze wszystko co każe mi lekarz… Tylko co mam w tym czasie zrobić z Joasią…? Utopić? Mogę zostawić ją pod opieką ojca czy asystenta na kilka godzin, ale nie na kilka tygodni, czy miesięcy.

Oto powód, dla którego tak bardzo czekam na Osadę Janaszkowo i jej mieszkania tzw. wytchnieniowe. Miejsce, w którym moja niepełnosprawna córka zamieszka na jakiś czas pod fachową opieką, abym ja mogła, spokojnie, bez ciągłych nerwów, że coś się jej stanie, zadbać o swoje zdrowie.

Pomóż mi i zbuduj ze mną Osadę Janaszkowo!
https://osadajanaszkowo.pl/wesprzyj

MAŁGORZATA Maciejewska, Konin

Już jest Cyber-Oko w Osadzie Janaszkowo!

C-Eye to urządzenie które pozwala nawiązać kontakt z osobami, z którymi utrudniona jest komunikacja werbalna. C-Eye jest już w Osadzie Janaszkowo, a my szkoliliśmy się:

? Dla Oliwii, żeby mogła komunikować o swoich uczuciach i potrzebach.

? Dla Pawła, żeby mógł wytłumaczyć mamie co go denerwuje i żeby miał poczucie sprawczości.

? Dla Karoliny, żeby mogła wyostrzać wzrok i słuch, a to ułatwi komunikację z otoczeniem, poczucie własnej wartości oraz proces uczenia się.

? Dla Grzesia, żeby bez słów móc ocenić stan jego świadomości.

? Dla Eweliny, żeby mogła powiedzieć mężowi jak bardzo żałuje, że przekroczyła prędkość samochodem i dokąd tak bardzo się spieszyła… Odpowiedź na to pytanie dla Radka jest wielką niewiadomą odkąd żona przestała mówić po wypadku komunikacyjnym.

Dziękujemy ❤ Smurfit Kappa

#ceye #cyberoko #szkolimysię #osadajanaszkowo #fundacjapodajdalej #SmurfitKappa

https://assistech.eu/pl

Poniżej na zdjęciach zespół Fundacji PODAJ DALEJ podczas szkolenia w Osadzie Janaszkowo.

 

Nasza Ekipa do zadań specjalnych!

Dziś w Osadzie Janaszkowo wykonywaliśmy prace na zewnątrz – sprzątanie parku, sianie trawy i takie tam;) Do akcji tym razem wkroczył dział administracyjno – biurowo – księgowo – kadrowo – archiwizacyjny, wspierany przez asystentów osób z niepełnosprawnością.

Spisali się na medal! Po prostu nasz #dreamteam żadnej pracy się nie boi. Na koniec dnia, zmęczeni, ale zadowoleni, wszyscy przyznali, że taka praca, jakże odmienna od przerzucania papierów, jest cudowna!

A do tego mamy najpiękniejszą wycieraczkę ever #DOM #HOME #Homesweethome #osadajanaszkowo #trawa #namedal #fundacjapodajdalej #bojakniemytokto #piątek #piątekpiąteczekpiątunio #sprzątanieświata

Mirosław, „stary tetrus”, który chce godnie żyć

Dlaczego Mirek godzinami wpatruje się w urnę na swoje prochy?

15 lipca 1982 r., w 572 rocznicę bitwy pod Grunwaldem, skoczyłem z pomostu dzikiej plaży w Pieckach wprost do Jeziora Jezuickiego rozlewającego swoje wody między Bydgoszczą a Inowrocławiem. Służyłem wtedy jako starszy szeregowy w niedalekiej jednostce wojskowej w Bydgoszczy. Za 90 dni miałem wracać do domu ze stopniem kaprala. A co robi wojsko, kiedy mu się na służbie nudzi, a niedaleko ma jezioro? Jedzie tam autostopem, aby się wykąpać. Niekoniecznie informując o tym przełożonego. Pierwszy skok mi się udał. Drugi już nie. Uderzyłem głową w piaszczyste, zbite dno. Zgięty w scyzoryk, nie mogąc ruszyć głową w żadną stronę ani zawołać pomocy topiłem się z pełną świadomością, że umieram…

Jak mnie uratowano? Na kilka rat. Najpierw był przygodny wczasowicz, który wyciągnął mnie z wody, zrobił mi sztuczne oddychanie, a potem poszedł, bo uznał, że jestem trupem. Potem był kolejny wczasowicz, który bardziej znał się na ratownictwie, bo był majorem wojska polskiego. Gdy ten wykonywał u mnie resuscytację krążeniowo-oddechową, mój kolega biegł 5 km do najbliższego telefonu, aby wezwać pogotowie. Potem karetką zawieziono mnie – bez kołnierza na szyi, bez zamocowania na noszach, obijającego się o pośladki sanitariusza – do szpitala w Bydgoszczy. A tam zrobiono mi zdjęcie Rtg, które pokazało biało na czarnym, że mam złamany kręgosłup.

Kilka dni i chłopak pójdzie do piachu – stwierdzili lekarze i… zostawili mnie w spokoju. Potem jednak uznali, że może warto mnie przetransportować do szpitala Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Niestety, za późno. Uratowano mi tam życie, ale nie chodzenie. Jak się później okazało, gdy trafiłem do szpitala mój rdzeń kręgowy nie był uszkodzony, a jedynie uciśnięty. Gdybym szybko dostał pomoc, prawdopodobnie nie przeżyłbym reszty swojego życia na wózku inwalidzkim z porażeniem czterokończynowym. Tak oto upamiętniłem pokonanie Krzyżaków. Przyznacie: są lepsze sposoby…

Przez 4 lata po wypadku „włóczyłem się” po polskich szpitalach i sanatoriach intensywnie się rehabilitując. Potem zająłem się też profesjonalnie sportem. Najpierw trenowałem lekkoatletykę (wyścigi na wózkach, pchnięcie kulą, rzut dyskiem i rzut oszczepem), a potem pływanie. Byłem członkiem kadry narodowej niepełnosprawnych pływaków przez 15 lat. W tym czasie zdobyłem dla Polaków medale każdej barwy na czterech Paraolimpiadach, 4 Mistrzostwach Świata i 4 Mistrzostwach Europy. Byłem też pierwszym tetraplegikiem, który w 1989 r. przejechał na zwykłym wózku inwalidzkim Maraton Warszawski – dystans: 42 km 195m w czasie 6 godzin i 24 minut. Pracowałem, prowadziłem własną firmę, mieszkałem w swoim mieszkaniu w Bydgoszczy, byłem instruktorem aktywnej rehabilitacji i… „psem na baby”. Cóż – nazwisko zobowiązuje. A teraz…?

Teraz moje ręce, dzięki którym żyłem samodzielnie i osiągałem sukcesy sportowe już mnie nie słuchają. Tak je „zużyłem”, że już się nie prostują. W listopadzie 2020 r. zachorowałem na COVID-19 co jeszcze bardziej pogorszyło moje zdrowie. Moje nerki nie pracują, oddycham z trudem, układ pokarmowy też szwankuje. Potrzebuję pomocy, aby się ubrać, przenieść z łóżka na wózek. Końcówka mojego życia nie jest fajna. Ja, mistrz, stałem się wrakiem człowieka i gnuśnieję w smutnym pokoju w Domu Pomocy Społecznej. Na szafce postawiłem urnę na swoje prochy. Na krzesłach nakleiłem kartki, kogo powiadomić, gdybym odszedł we śnie. Wiem, że ci przyjaciele zadbają, abym był godnie pochowany. I mam tylko jedno marzenie…

Chciałbym przeżyć jeszcze kilka lat w mieszkaniu wspomaganym Osady Janaszkowo. O idei takich mieszkań usłyszałem już od samego śp. Doktora Piotra Janaszka kiedy z jednym plecakiem całego mojego dobytku przyjechałem w 1987r. na organizowany przez doktora Piotra obóz rehabilitacyjny dla osób niepełnosprawnych w Mielnicy nad Gopłem.

O tym czy będę żył decyduje Bóg. O tym, czy ja – „Stary Tetrus” – będę żył godnie decydujesz Ty.

Pomóż mi i zbuduj ze mną Osadę Janaszkowo!
https://osadajanaszkowo.pl/wesprzyj

Mirosław Piesak, Bydgoszcz

[/et_pb_text][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section]

Generalne porządki w Osadzie.

Dzisiaj piszemy krótko, bo jesteśmy w ferworze wiosennych, generalnych porządków w Osadzie Janaszkowo! Zobacz, co się tam dzieje i ile mamy dobrej energii! Cieszymy się, że już niedługo rozpoczniemy zajęcia w części przyziemia, czyli w centrum rehabilitacyjnym! To wszystko dzieje się i jest możliwe dzięki Darczyńcom, którym z całego serca dziękujemy ❤

 

 

Ale to jeszcze nie koniec prac! Przed nami wielkie wyzwanie – generalny remont, przystosowanie i wyposażenie parteru i piętra. Tutaj będzie część mieszkalno – treningowa dla osób z niepełnosprawnością. Możesz pomóc już teraz, jednym kliknięciem:

PayPal

lub skorzystaj z innych metod płatności TUTAJ

Dziękujemy ❤

Dziękujemy za sympatię i wsparcie ♥️

Pięknie i z całego serca dziękujemy za sympatię i wsparcie personelowi i pacjentom Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Przychodnia „CHORZEŃ” s.c. w Koninie.

Małgosia niestrudzenie piecze rurki w podziękowaniu za darowizny dla naszych Darczyńców ♥️

Materac od Przyjaciół z HEVEA

Dzisiaj przyjechał do Osady kolejny prezent! Wielki i wygodny materac od Przyjaciół z HEVEA ❤

Materac będzie przydatny w  Terapii Metodą Bazalną – jest to metoda przeznaczona zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych osób z niepełnosprawnością. Zakłada wszechstronne stymulacje polegające na podążaniu za podopiecznym i bazowaniu na jego potencjale i możliwościach.

Mamy hydrant!

Do zamknięcia pierwszego etapu prac, czyli remontu przyziemia, gdzie powstaje centrum rehabilitacyjne, brakowało tylko dodatkowego hydrantu nadziemnego .

Z pomocą przyszedł Robert Wawrzyniak z Firmą BUD-AN oraz kierownik Sławomir Moksik. Świetna robota Panowie! Ogromnie dziękujemy za bezinteresowną pomoc!

 

Takie AUTO dla Osady!

Trochę się już martwiliśmy, czym będziemy dojeżdżać do Osady Janaszkowo na zajęcia, a tu taka wiadomość i dar od Prokuratury Okręgowej w Koninie! Pięknie dziękujemy za samochód osobowy, dzięki któremu zawsze dojedziemy na czas, na miejsce i na pewno! Wielką radość zespołu Fundacji PODAJ DALEJ załączamy na zdjęciu:-)