Bal Marzeń Fundacji PODAJ DALEJ, czyli jak połączyć dobrą zabawę z pomaganiem!

 

V Bal Marzeń Fundacji im. Doktora Piotra Janaszka PODAJ DALEJ przeszedł do historii. W minioną sobotę ponad 200 Gości połączyło świetną zabawę z pomaganiem. Bal Marzeń to spotkanie Przyjaciół, życzliwych ludzi, to możliwość nawiązania wspaniałych relacji, to po prostu miejsce gdzie dzieje się dobro! Dochód z balu to ponad 100 000 złotych, które w całości zostaną przeznaczone na stworzenie mieszkań dla osób z niepełnosprawnościami w Osadzie Janaszkowo.

Wielkie marzenie….

Podczas uroczystego powitania Goście Balu obejrzeli film (https://bit.ly/3N5hVEL), w którym bohaterowie Emilia, Małgosia i Mirek opowiadali o sobie i wielkim marzeniu… Z powodu niepełnosprawności wymagają codziennego ogromnego wsparcia we wszystkich czynnościach, ale chcą godnie żyć, chcą być niezależni, aktywni i w miarę możliwości samodzielni. To dla nich i wielu innych osób ze znaczną niepełnosprawnością ruchową powstają mieszkania wspierane.

Już od 2 lat w Osadzie Janaszkowo w Wąsoszach (gm. Ślesin) funkcjonuje część rehabilitacyjna, która powstała w ramach pierwszego etapu generalnej modernizacji obiektu. Przed Fundacją kolejny etap – modernizacja i wyposażenie wyższych kondygnacji, gdzie powstaną mieszkania wspomagane.

Moc atrakcji!

„Jeszcze nigdy nie byłam na balu, na którym wszyscy tak świetnie się bawili i mieli mnóstwo radości z tego, że są razem i mogą tyle wspólnie zrobić!” – powiedziała Pani Kasia, która po raz pierwszy uczestniczyła w Balu Marzeń. Goście, którzy brali udział w poprzednich balach spodziewali się wspaniałej atmosfery, jednak i tak organizatorowi udało się ich mile zaskoczyć!

Gości powitała formacja taneczna „Heels on wheels” złożona z czterech fantastycznych kobiet, które tańcząc na wózkach wzbudziły wiele emocji i podziwu. Gwiazdą wieczoru był kwartet Artystów Szafa Gra z różnorodnym i perfekcyjnie przygotowanym repertuarem przebojów z lat 70-tych i 80-tych.

Goście Balu wzięli udział w loterii, w której Przyjaciele Fundacji przygotowali mnóstwo atrakcyjnych nagród. Były też licytacje wartościowych przedmiotów w tym m.in. obraz „Taka jedna Boho” Krystyny Ruminkiewicz, piłka od Marcina Gortata z autografem, fotografia Szymona Brodziaka obraz „Semafor” Anny Hameli, obraz Abstrakcja „Dobrostan” Katarzyny Kraczkowskiej, rękawice bokserskie z podpisem Mika Tysona, numer startowy Piotra Żyły, piłka z podpisami zawodników Lecha Poznań, lot widokowy paralotnią i wiele innych.

Aukcje prowadził bardzo przekonywujący duet – Zygmunt Chajzer wspólnie z Krystyną Sokołowską Miss Polonia. Rekordową kwotę na aukcji zdobyło dzieło Szymona Brodziaka, Przyjaciela Fundacji pt. „Kula”. Nowy właściciel nabył je za kwotę 20 000 zł.

Idea PODAJ DALEJ

„Nasi Goście podkreślają, że udział w Balu i możliwość zaangażowania się w działania Fundacji daje im poczucie, że tworzą coś ważnego dla innych. To jest właśnie prawdziwe PODAJ DALEJ!” – podkreśla Zuzanna  Janaszek – Maciaszek, Prezes Fundacji. – „Otrzymujemy bardzo dużo podziękowań za to, że wróciliśmy do organizacji Balu po 3 latach przerwy. Podziękowania za to, że podczas Balu łączymy ludzi, którzy prowadzą firmy różnych branż, wykonują różne zawody, pochodzą z różnych miast, a tutaj mają okazję spotkać się! Łączy ich chęć pomagania, robienia czegoś dobrego, wspierania ludzi, którzy tego najbardziej potrzebują. Dla nas to ogromnie ważne, że  mamy ich wokół, że możemy na nich liczyć. To dodaje nam skrzydeł, energii i motywacji do pracy. Ogromne podziękowania kieruję do Partnerów Balu i Zespołu Fundacji PODAJ DALEJ, który przez kilka miesięcy intensywnie pracował nad przygotowaniem imprezy!” – dodaje.

Bal odbył się w Golinie w Hali Widowiskowo-Sportowej, którą udało się przeobrazić w salę balową.  Pięknie dziękujemy Partnerom Balu, Gościom i wszystkim Przyjaciołom, którzy trzymają kciuki za naszych Podopiecznych i którzy pomagają nam spełniać ich marzenia.

Podczas Balu odbyła się też premiera nowej i bardzo prostej możliwości pomagania! Można już przekazywać darowizny dla Fundacji na numer telefonu: 516 174 141.

 

#Osada Janaszkowo, czyli ośrodek dla osób z niepełnosprawnościami -rozmowa Anny Pilarskiej

W otoczeniu parku, dębowych kręgów, nad jeziorem powstaje Osada Janaszkowo, czyli ośrodek dla osób z niepełnosprawnościami.

Takie miejsce należy się tym, którzy chcą samodzielnie żyć i decydować o sobie –  mówi Zuzanna Janaszek-Maciaszek, prezes Fundacji im. Doktora Piotra Janaszka Podaj Dalej.

Córki pioniera zintegrowanej pomocy osobom z niepełnosprawnościami, myślały o tym od dawna. Po tragicznej śmierci Doktora, postanowiły kontynuować jego dzieło. Tak powstała Fundacja Podaj Dalej. Najpierw udało się znaleźć siedzibę przy ul. Południowej w Koninie i w budynku przejętym od miasta przeprowadzić remont. Do Wąsoszy, w gminie Ślesin, doprowadziło kilka drogowskazów.

Spotkałam się kiedyś z Krystyną Chowańską, szefową Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Koninie, która przeglądając różne archiwa pod kątem jubileuszu organizacji, znalazła wzmiankę o tym, że Piotr Janaszek w 1979 roku prowadził tam pierwszy obóz dla dzieci z niepełnosprawnościami – wspomina Zuzanna Janaszek-Maciaszek. –  Budynek był już wówczas pusty i niszczał. Szukano pomysłu. Podjęliśmy wyzwanie. Radni jednogłośnie zgodzili się by powstał tego typu ośrodek. 

Fundacja ma obiekt w użytkowaniu od gminy Ślesin i cały czas szuka sposobów na remont. To ogromne przedsięwzięcie bo chodzi o trzykondygnacyjny budynek otoczony zabytkowym parkiem. Najpierw na część rehabilitacyjną wydzielone zostało przyziemie. – Trzeba było wyrzucić ściany, powiększyć okna, usunąć murki, wszystko było zagrzybiałe i zbutwiałe – wspomina Zuzanna Janaszek-Maciaszek. – W ten sposób zyskaliśmy część rehabilitacyjna, której bardzo potrzebowaliśmy bo było ciasno z małą salką w Koninie, więc musieliśmy coś wynajmować. Powstała baza z nowoczesnym sprzętem, przestrzenią, parkiem samodzielności. Na remont udało się pozyskać część pieniędzy z PFRON oraz od życzliwych firm i ludzi, którzy wspierali budowę. Ten etap udało się zrobić za ponad dwa miliony złotych.  

Do zagospodarowania i przystosowania są jeszcze piętra dawnego ośrodka szkoleniowo – wypoczynkowego. Inicjatorzy Osady Janszkowo chcą, żeby to miejsce było otwarte dla wszystkich, zarówno dla lokalnej społeczności, jak i przyjezdnych z Polski, którzy będą mogli liczyć na kompleksową rehabilitację. Na piętrach zaprojektowana jest część mieszkaniowa dla kilkunastu osób z najcięższymi niepełnosprawnościami, które wymagają dużego wsparcia, ale też nie chcą być dla nikogo ciężarem.

Takim ambasadorem Osady Janaszkowo stał się Mirek Piesak, paraolimpijczyk. Stracił sprawność jako młody chłopak, gdy skoczył do wody na główkę. Z czterokończynowym porażeniem trenował pływanie. W swojej kategorii czterokrotnie był na olimpiadzie. Przywoził medale. Po wypadku pracował jako wolontariusz. Trafiał do ludzi, którym na własnym przykładzie pokazywał jak żyć. W sędziwym wieku przyszło mu zamieszkać w niewielkim pokoiku. Marzy więc o tym, żeby zdążyć do Osady Janaszkowo, gdzie mógłby wędkować. – Jest naszą inspiracją – mówi prezeska fundacji. – Są tacy ludzie w Koninie, okolicy i dalej, którzy czekają na takie miejsce, gdzie będą mieć wsparcie wtedy, kiedy tego potrzebują, z nastawieniem na niezależność w decydowaniu o sobie.

Jak na razie działa przyziemie z częścią rehabilitacyjną i tymczasowym wejściem. Przestronna winda będzie od strony jeziora. Budynek otacza park, który jest pod ochroną konserwatora zabytków. Można się tam zgubić w zadziwiających kręgach z 90-letnich dębów. Dalej jezioro i pomost, który nadaje się do remontu. Wyzwaniem będzie na pewno skomunikowanie tych poziomów, aby ludzie na wózkach mogli się swobodnie przemieszczać.

Z części rehabilitacyjnej korzystają podopieczni fundacji z powiatu konińskiego, kolskiego, słupeckiego, tureckiego i mieszkań treningowych. Popołudniami działa świetlica, jako pomoc wytchnieniowa dla opiekunów. Są także podopieczni z Ukrainy. Od początku wojny fundacja przyjęła pod swoje skrzydła ponad pięćdziesiąt osób. Mają rehabilitację, która musi być ciągła i funkcjonalna. Pracuje tam zespół, w którym są fizjoterapeuci, masażyści, instruktorzy niezależnego życia i sportu. To musi być kompleksowa pomoc. Osoby z niepełnosprawnościami zostają także pracownikami fundacji. Najlepiej wiedzą czego potrzebują inni, a swoim życiem pokazują, że można.

Najbardziej pomógł mi kontakt z innymi osobami po wypadku. Trzeba się nauczyć samodzielności, pokonywania barier – mówi Piotr, zawodnik drużyny koszykarskiej na wózkach i instruktor niezależności w PD. – Pierwszym sukcesem może być pościelenie łóżka. Potem zdobywanie kolejnych umiejętności. Pokonywanie na wózku małego stopnia, krawężnika, schodów.

W zespole są także osoby, które jako dzieci jeździły na letnie obozy do Mielnicy i pamiętają Piotra Janaszka, a teraz współpracują z jego córkami. – Kolejnym znakiem, który nas upewnił co do Osady Janaszkowo był obraz olejny znaleziony podczas porządków w piwnicy, a podpisany na odwrocie przez Justynę Dobrychłop, wówczas uczennicę liceum plastycznego w Poznaniu – mówi Zuzanna Janaszek-Maciaszek i pokazuje pracę. – A do tego 1998 (rok śmierci Piotra Janaszka). Autorka była jedną z pierwszych wolontariuszek w fundacji, wcześniej jeździła do Mielnicy. Do tej pory z nami współpracuje, choć z daleka. 

Skoro po drodze zdarzają się takie sygnały, to musi się udać. Dlatego, jak głosi napis na wjeździe, tutaj powstaje Osada Janaszkowo.

Źródło informacji Portal LM.pl

Jacek, przedsiębiorca z Bydgoszczy

W drugą 50-tkę mojego życia „wjechałem”, nie powiem, z fasonem. Wśród pracowników naszej firmy, którzy okazali się być także oddanymi przyjaciółmi, z wielkim, słodkim tortem i… na wózku inwalidzkim. Zamiast frazy „z fasonem”, użyłbym chętnie wyrażenia „z przytupem”, ale przytupnąć już nie mogę. Ale po kolei…

Oto ja. Jacek Zagrabski. Lat 50, 190 cm wzrostu i 90 kg wagi. Rozwiedziony. 2 dzieci. Syn (lat 27) mieszka już „na swoim”, 23 -letnia córka wciąż ze mną, w niedawno wybudowanym domu, położonym w założonym w XVI w. jako miasto duchowne Koronowie, w wojewódzkie kujawsko-pomorskim, niedaleko Bydgoszczy i Borów Tucholskich. Pierwszy mój zawód, ten wyuczony to stolarz. Drugi zawód, ten ulubiony i wykonywany, to przedsiębiorca.

Było nas trzech. W 2014 r. założyliśmy firmę w branży galwanotechnicznej. Od tamtego czasu nasz IGAL stał się znaczącym graczem na tym rynku. Co robimy? A linie i wanny galwaniczne, urządzenia do galwazerni, systemy sterowania i wentylacji oraz neutralizatory ścieków. Brzmi obco? To prościej. Widzicie jakiś przedmiot, który jest pokryty warstwą cynku czy chromu, np. wkręty, gwoździe, śruby albo elementy wyposażenia wnętrz domów i mieszkań np. klamki, elementy mebli? To my właśnie produkujemy maszyny, które tę warstwę na przedmioty nakładają a pozostałości po tym procesie oczyszczają. A te maszyny sprzedajemy nie tylko do Polski, ale też np. do Szwecji i Niemiec.

Lubiłem podróżować. Po Polsce i za granicę. Jeździłem często i chętnie. Po nowe projekty, klientów, kontrakty dla firmy. Po nowe wyzwania, doświadczenia, wrażenia i wspomnienia dla siebie. Ostatnia podróż, prywatna z przyjaciółmi, w lipcu 2021 roku, do gorących Włoch, przestawiła zwrotnicę mojego życia i pokierowała na zupełnie inny tor. Uległem wypadkowi przy hotelowym basenie. Upadłem i już nie wstałem o własnych siłach. Złamałem kręgosłup, uszkodziłem rdzeń kręgowy i doznałem paraliżu wszystkich czterech kończyn. Tak mi powiedzieli w szpitalu w Trento, po kilkugodzinnej operacji wstawienia implantu i stabilizacji kręgosłupa, tuż po tym jak mnie wybudzili ze śpiączki farmakologicznej.

„Co oni pie…rzą?” – myślałem. – To nie może być prawda… Dam radę, wyjdę z tego… – myślałem. Nie przyjmowałem do wiadomości, że informacje, które przekazywał mi mój przyjaciel Jacek wraz z włoskimi lekarzami są prawdziwe. Bo los dawkował mi nadzieję. Mówili, że nie będę sam oddychał. Ale po 3 tygodniach odłączyli mnie od respiratora. Mówili, że nie będę jadł, że trzeba mnie będzie karmić dojelitowo, ale zacząłem sam przełykać pokarm. Mówili, że będę leżał, ale zacząłem siadać na wózku inwalidzkim. – Skoro mówią, że nie będę chodził… To może jednak, kiedyś… – zapewniałem sam siebie.

Przełom? Nic takiego się nie wydarzyło. Swój nowy stan traktowałem jak podróż, która, jak to podróż, kiedyś się kończy i wraca się do domu. Ja też do niego wróciłem. Włosi uznali, że zrobili co mogli. Ja uznałem, że mogę więcej. 4 miesiące po wypadku ćwiczyłem intensywnie na oddziale rehabilitacji w Bydgoszczy. Tam dowiedziałem się o Koninie, Fundacji im. Doktora Piotra Janaszka PODAJ DALEJ i ich Akademii Życia i Samodzielności. – Tam cię nauczą jak znowu żyć – zachęcał kolega z rehabilitacji, który ukończył Akademię.

Pojechałem do Konina w stanie lęku. Przed wyjściem poza bezpieczne mury mojego domu – bo co się stanie jeśli utknę przy krawężniku, albo przed schodami? Lękiem przed ludźmi – bo się będą gapić i komentować, że ja, rzutki, pełen energii, biznesmen całą gębą, teraz kaleka… Trafiłem do Akademii bez sił i najmniejszych umiejętności – mycia zębów, zakładania spodni, czy kupowania bochenka chleba.

Mówili na mnie „Ojciec”. Bo byłem najstarszym lokatorem mieszkania treningowego Fundacji PODAJ DALEJ podczas letnio-jesiennego turnusu 2022 roku. Spędziłem tam 16 tygodni. Wśród młodych ludzi, zbliżonych wiekowo do moich dzieci, którzy, tak jak ja, drugi raz w życiu uczyli się przygotowywać posiłki, czy samodzielnie robić zakupy.

Ja sam dzięki codziennym, 3 godzinnym ćwiczeniom w centrum rehabilitacyjnym w Osadzie Janaszkowo stałem się silniejszy i sprawniejszy. Poznałem tam instruktorów niezależnego życia. To doskonali trenerzy, świetni psychologowie i aktywni ludzie, którzy podobnie jak ja nagle stanęli przed koniecznością poruszania się na wózku inwalidzkim, a gdy tę umiejętność opanowali po mistrzowsku zaczęli ćwiczyć w tej sztuce innych. Dzięki instruktorom niezależnego życia nauczyłem się sam myć, ubierać – od zakładania pampersa po buty, przygotowywać posiłki. Nauczyłem się sam wsiadać na swój wózek z poziomu łóżka i z niego schodzić oraz jeździć po mieście, nie tylko po gładkich chodnikach, ale i po bruku. Nabyłem też trudną sztukę innego planowania dnia. Bo na to co osobom sprawnym zajmuje 1 minutę, ja muszę często poświęcić i pół godziny.

Kolejny powrót do domu był zupełnie inny. Bo mam plany życiowe i wiem jak je zrealizować. Pomaga mi w tym córka Weronika, syn Kamil, rodzina, przyjaciele, moi wspólnicy i pracownicy firmy – ci ostatni już bardziej jak kumple. Wyłożyliśmy już odpowiednią kostką dojazd do domu i zainstalowaliśmy platformę. Planujemy przebudowę łazienki, abym mógł sam brać prysznic. Z powrotem do pracy nie miałem problemów. Inne obowiązki – teraz nadzoruję produkcję i zamówienia. Inny wymiar czasu pracy – 5 godzin dziennie. Papiery podpisuję długopisem przytroczonym gumką do dłoni. Mówię wam – da się!

Chciałbym jeszcze! Kupić samochód, zamontować platformę i prowadzić go z mojego wózka. To się da zrobić. Ale bez Osady Janaszkowo i jej mieszkań treningowych nie dam rady zrobić wielu innych rzeczy. Chciałbym nauczyć się wsiadać na wózek z poziomu ziemi. Już kilka razy z niego wypadłem. Krzepcy i pomocni ludzie byli akurat w pobliżu. Nie zawsze tak będzie… Ty też możesz sprawić, że ja i inne osoby z niepełnosprawnością nie zostaniemy sami na ziemi, na ulicy, na bruku… Pomóż nam zbudować mieszkania treningowe w Osadzie Janaszkowo. Wejdź na Wesprzyj | Osada Janaszkowo i zrób to!